Dziś zacytuję Ci większą część wywiadu, jaki przeprowadziła ze mną Jolanta Gajda. Wywiad dostępny jest w książce “E-biznes jako sposób na sukces”
Jestem przekonana, że jednym z większych kluczy otwierających drogę kobiecie skutecznie łączącej biznes z macierzyństwem jest wykorzystanie internetu i założenie własnego e-biznesu.
Nie musisz tracić czasu na dojazdy, dziecko może bawić się obok Ciebie, kiedy Ty pracujesz przed komputerem, masz elastyczne godziny pracy. Większość kontaktów może odbywać się drogą e-mailową, skypową, telefoniczną. Nie musisz ponosić kosztów wynajmu biura. Klient nie zobaczy, że Twoja bluzka jest poplamiona kaszką (która przed chwilą musiałaś podać dziecku).
Oczywiście są minusy (do usunięcia) całej imprezy np. ja widzę 4 główne:
1. Jak sprawić aby domownicy poważnie traktowali Twoją pracę (“no przecież możesz teraz zająć się dzieckiem, nie musisz tego akurat teraz zrobić” – ano właśnie muszę bo chcę (!)
2. Jak zmotywować siebie do zdyscyplinowanej pracy w domu
3. Jak nie dać ogólnemu “rozmemłaniu” (no tak, możesz niby pracować w szlafroku o godz. 14-ej ale…)
4. Jak nie zwariować bez regularnych kontaktów z przedstawicielami rasy ludzkiej…
ale o tym w osobnych wpisach – teraz obiecany wywiad
JG: Małgosiu, właśnie ukończyłam lekturę Twojej książki „ Ja i cele”
— i muszę powiedzieć, że jestem naprawdę pod wrażeniem. Spodziewałam
się jakiejś typowej publikacji wyjaśniającej rodzaje i znaczenie
celów oraz metody ich stawiania i realizacji, a tymczasem Ty poszłaś
o wiele dalej. Jako czytelnik czułam się, jakbym była pod okiem
osobistego mentora, który pomaga mi poznać samą siebie, moje
własne motywy, pragnienia, ograniczenia i pokazuje, co zrobić z całym
tym potencjałem. Dlaczego poznanie samego siebie jest takie
ważne?
MD: Świetne pytanie. Szkoda, że tak mało osób zadaje sobie tego
typu pytania.
Moim zdaniem poznanie samej siebie to jeden z podstawowych,
bazowych warunków do tego, byśmy pod koniec naszej egzystencji,
patrząc w lustro, powiedziały: „Umieram szczęśliwa. Jeśli
miałabym żyć ponownie, niczego bym nie zmieniała w swoim życiu”.
Poznając własne mocne i słabe strony:
1. Zwiększam radykalnie prawdopodobieństwo tego, że będę tam,
gdzie tak naprawdę chcę być.
2. Potrafię określić dosyć dokładnie, dokąd chcę zmierzać. Jeśli tego
nie wiem, będę jak okręt, który płynie raz w jedną, raz w drugą
stronę. Tylko przypadek sprawi, że dopłynę do portu. Jednak nawet
wtedy może być tak, że ten port i to, co oferuje, nie spodoba
mi się. Jeśli chcę osiągnąć to, co mnie uszczęśliwi, muszę zacząć
od podjęcia decyzji. A jak podjąć decyzję, jeśli nawet nie wiem, jaka
jestem i dokąd chcę dotrzeć? Później może okazać się, że drabina,
po której się wspinaliśmy, była oparta nie o tę ścianę, co
trzeba.
3. Oszczędzam czas. Jeśli dokładnie znam kierunek mojej drogi,
wiem, czego chcę — a do tego jestem konsekwentna, uparta i systematyczna
— dotrę tam. Niczego nie pozostawię przypadkowi,
wezmę los we własne ręce. I nie pozwolę sobie tracić czasu na
wchodzenie w ślepe zaułki, które oddalają mnie od szczęścia.
4. Poznanie siebie pozwala też osiągnąć spójność wewnętrzną. Mogę
żyć w zgodzie ze sobą — nie walcząc ze wszystkim i wszystkimi.
5. Niezaprzeczalną wartością, jaką oferuje poznawanie siebie, jest
naturalna automotywacja.
Jeśli działamy bez znajomości siebie, swoich wartości, upodobań
etc., prędzej czy później dotrzemy do momentu, w którym motywacja,
by iść dalej, opuści nas na długo. Znajomość siebie pozwala
podnieść się, gdy jest źle, wychwycić nadciągające sygnały, które
przepowiadają spadek motywacji, i odpowiednio się do tej
sytuacji przygotować, stosując swój własny, indywidualny
program zaradczy. I wtedy znów możemy iść dalej — tam, dokąd
chcemy.
6. Wreszcie znajomość siebie pozwala nam dobrze oddelegować
sprawy, których wykonywać nie możemy / nie powinnyśmy — bo
nie są naszą mocną stroną. A — zwłaszcza prowadząc własną firmę
— musimy odrzucić pokusę robienia wszystkiego. Lepiej koncentrować
się na tym, co robimy dobrze, i to doskonalić, zamiast
rozpraszać się na sprawy, które nie będąc naszą mocną stroną, sabotują
rozwój naszej firmy.
Poza tym — już całkiem trywialnie — poznawanie siebie samej to świetna
przygoda, prawda?
JG: W tej chwili kończysz pracę nad kolejnym ebookiem — „Biznes
w wydaniu kobiet, czyli usuń swoje problemy biznesowe, korzystając
z doświadczenia innych kobiet”. Widzę, że zawęziłaś tym samym
krąg odbiorców swojej książki do damskiej części społeczeństwa.
Dlaczego? Czy dla kobiet recepta na sukces jest inna?
MD: I tak, i nie. Wszystko zależy od tego, jak na to spojrzymy.
Oczywiście biznes prowadzony przez kobietę również rządzi się tymi
samymi prawami. I kobieta, i mężczyzna, prowadząc firmę, muszą
mieć strategię, zdobywać klientów, obowiązują nas te same przepisy
prawne. Różnice, moim zdaniem, zaczynają się, gdy zastanowimy się nad umiejętnościami „miękkimi”, jakimi powinien wykazywać się przedsiębiorca.
Każda kobieta, która prowadzi własną firmę, ma męża, dzieci/dziecko
— realizuje się w wielu rolach, wie, ilu obowiązkom musi podołać.
O tym nie muszę Cię przekonywać ![]()
Chin-Ning Chu, autorka książki „Sztuka wojny kobiety pracującej”,
jest przekonana, że pora znaleźć nową taktykę walki. Wprowadza
więc zamiast ataku koncepcję „wojny podjazdowej, której się nigdy
nie wypowiedziało”. Strategia ta wymaga ogromnej pracy nad sobą,
właśnie nad swoimi umiejętnościami miękkimi.
Nowa koncepcja oparta jest na „Sztuce wojny”. Jej autor, Sun Tzu,
wyróżnia pięć zasadniczych elementów, których dokładne zbadanie
pozwala osiągnąć sukces w walce. Są nimi: Tao (Słuszność), Tien
(Wyczucie czasu), Di (Ziemia), Jiang (Przywództwo) oraz Fa (Zarządzanie).
Jak zrecenzował tę pozycję Jacek Santorski — kobieta powinna pracować
nad osobistymi zaletami i wadami, nawykami oraz wyobrażeniami.
Każda kobieta, która chce założyć własną firmę, powinna je
poznać, zanim przystąpi do działania. Tylko w ten sposób może przezwyciężyć własne ograniczenia i wykorzystać wiedzę o nich dla lepszej
samorealizacji.
Dlaczego dedykuję moją książkę właśnie kobietom?
Z moich obserwacji wynika, że kobiety często podnoszą sobie poprzeczkę,
bo uważają, że aby odnieść sukces, muszą być dużo lepsze
od mężczyzn. Bo często obserwuję, jak naprawdę zdolne, odważne,
ambitne, świetnie wykształcone kobiety, które mają już sporo sukcesów
na swoim koncie, są zbyt skromne, umniejszają swoje osiągnięcia,
nie potrafią odmawiać, fatalnie zarządzają swoim czasem, bo
chcą pomóc każdemu i we wszystkim, boją się sięgać wysoko, więc
wyznaczają sobie cele sporo poniżej swoich możliwości, nie delegują,
są zbyt uległe, nie potrafią negocjować, nie potrafią się sprzedać,
uważają, że nie są dostatecznie dobre, brak im pewności siebie.
To wszystko musimy przepracować, bo mocno nas to ogranicza, nie
uważasz?
JG: Trudno się z Tobą nie zgodzić, tym bardziej że niektóre z tych
cech wciąż jeszcze zauważam u siebie
Zmiana sposobu myślenia
wymaga sporej pracy nad sobą i ukształtowania zupełnie nowych nawyków.
Z tego, co wiem, Twoją życiową misją stało się pomaganie
kobietom, które próbują swoich sił w biznesie, pokazywanie im, jaki
mają potencjał i jak go mogą wykorzystać.
Jak się zaczęła Twoja droga do realizacji tej misji w praktyce? Jakie były pierwsze kroki?
MD: Jak już zauważyłaś, zmiana sposobu myślenia wymaga sporej
pracy nad sobą. Moja droga realizacji siebie poprzez pomaganie innym kobietom również zaczęła się od zmiany mojego podejścia do
siebie, do tego, kim jestem, kim chcę być, gdzie się znajduję i gdzie
chcę dotrzeć.
Będąc w korporacji, wiedziałam już, że praca na etacie nie jest dla
mnie.
Moim motorem do założenia firmy była niesamowita chęć zachowania
niezależności w każdym możliwym stopniu, niechęć do patrzenia,
jak awansuje się w korporacji (zaręczam — nie zawsze trzeba być
specjalistą), dosyć szybkie zrozumienie, że los zmęczonej i nieszczęśliwej
mrówki (mogę zastąpić to słowem „kobiety”) mi nie odpowiada.
Motorem tym była także niesamowita potrzeba niesienia pomocy kobietom,
które duszą się, pracując na etacie (bo doskonale je rozumiem),
chęć znalezienia własnego miejsca, w którym będę rozwijać
kreatywność i własną osobowość praktycznie bez ograniczeń (korporacja,
praca na etacie tego nie daje, przynajmniej tak było w moim
przypadku), a także niewyobrażalnie silna potrzeba stanowienia
o sobie, o tym, jak i co chcę robić… nawet w jakich godzinach
Uwielbienie dla wyzwań, upór, ciekawość świata i konsekwencja tylko
dopełniły moją decyzję o rozpoczęciu nowej drogi życia.
Po rozstaniu się z pracodawcą — za porozumieniem stron — przebrnęłam
przez formalności. I w tym momencie zaczęły się kłopoty.
Po kilku miesiącach działania na oślep — bo inaczej nie potrafię
określić mojej początkowej działalności — usiadłam ze stertą rachunków
do zapłacenia, zastanawiałam się, czy kupić chleb, czy mydło
,
a klientek — zero.
I już widziałam moje pierwsze błędy. Nie tak jak trzeba rozpoczęłam
własną działalność. Nie miałam precyzyjnie określonej grupy docelowej, moja strona internetowa oferowała jak wszędzie „szkolenia szyte
na miarę”, nie miałam sensownego planu marketingowego, nie
umiałam pisać skutecznych ofert.
Każde moje działanie było chaotyczne.
Poświęcałam sporo czasu na bezowocną pracę. Zaczęłam się
zniechęcać coraz bardziej, wątpić w siebie, w swoje siły i umiejętności.
Do tego grono dawnych znajomych już nie pasowało do mnie.
Na szczęście mogłam liczyć na pomoc rodziny. Stale przypominałam
sobie też o tym, dlaczego założyłam firmę. Pewnego dnia, serfując po
Internecie, trafiłam na strony działającej w USA Wandy Loskot —
specjalistki od rozwoju małych firm. To było moje wybawienie.
Dzięki jej radom, klubowi przedsiębiorcy i szkoleniom, które oferuje,
moja firma nabrała rozpędu. Teraz już wiem, czego chcę, jak tam dotrę.
Moje działania są przemyślane.
Wiem, jak konsekwentnie realizować swoją misję, pomagając jak
największej liczbie kobiet, które stawiając, jak ja kiedyś, swoje pierwsze
biznesowe kroki, chcą zrealizować swoje marzenia biznesowe.
JG: Rzeczywiście, możemy komuś pomagać o wiele skuteczniej, jeśli potrafimy się wczuć w jego sytuację i sposób myślenia. Powiem
szczerze, że jak mówiłaś o swojej pracy w korporacji i jej „urokach”,
to jakbym słyszała siebie
Wspomniałaś przed chwilą o założeniu
strony internetowej. Już wtedy była pod domeną sukceskobiety.pl?
Domena świetna, aż jestem zdziwiona, że taka była jeszcze wolna…
MD: Właśnie, trafne spostrzeżenie. Rzeczywiście na początku popełniłam
również i ten błąd, że moja domena była darmowa i… nic
nie mówiła o mojej firmie — może poza tym, jak mało poważnie podchodzi
jej właścicielka do formy, w jakiej chce zaprezentować siebie
i to, co oferuje
Od razu pozwolę sobie doradzić innym kobietom, które startują
z własną firmą, by zainwestowały naprawdę niewielkie pieniądze
w zakup własnej domeny oraz usługę hostingową z kontem pocztowym.
Najlepiej, gdy domena w skrócie, esencjonalnie będzie oddawała
misję firmy, a przynajmniej pozwalała zorientować się, czym
w istocie zajmuje się dana firma. Wtedy nazwa również pozycjonuje
stronę firmową w wyszukiwarkach.
I konieczne jest wykupienie nazwy w domenie „.pl” i „.com”. Fatalnie
świadczy o firmie, gdy wysyła się oficjalną, poważną korespondencję
na adres …@wp.pl lub …@buziaczek.pl
JG: Z tego, co mówisz wynika, że prowadzisz bardzo aktywną działalność,
a bezpośrednia komunikacja ze społecznością, którą tworzysz
i wspierasz, na pewno jest bardzo czasochłonna.
Jak Ty to robisz, że — mając obecnie małe dziecko — potrafisz się tak mocno zaangażować w to, co robisz? Dobre zarządzanie czasem jest chyba Twoją mocną stroną?
MD: Rzeczywiście, zarządzanie sobą, a raczej własną energią w czasie
jest mi bardzo pomocne.
Moja doba też ma jednak tylko 24 godziny.
W tej chwili łączenie pasji (i spraw firmowych) z wychowywaniem
malutkiego dziecka to kwestia ustalenia priorytetów i delegowania.
Poza tym ważne jest to, by pracować efektywnie. Ja muszę tak
rozłożyć swój poziom energii, by wykorzystać każdą godzinę mojego
czasu.
Myślę, że każda z nas miała takie chwile, gdy powiedziała: „Siedziałam
w pracy 8 godzin i nic nie zrobiłam”. Często rozdrabniamy się,
poddajemy złodziejom czasu, marnujemy energię na sprawy, rzeczy
i ludzi, którzy nic nie wnoszą do naszego życia.
Zatem nie chodzi o to, by pracować bardzo dużo, ale — co mocno
podkreślam — pracować mądrze, efektywnie, wykorzystując odpowiednio
całą swoją energię. I by robić rzeczy właściwe.
Muszę wiedzieć, czego dokładnie chcę, dlaczego właśnie ten projekt
chcę teraz realizować, jakie etapy powinnam uwzględnić i cały czas
się tego trzymać. Szczególnie jest to ważne, gdy masz małe dziecko ![]()
Pomocna jest tu rzeczywiście umiejętność zarządzania sobą i duża
samoświadomość oraz — nie ukrywajmy — wiedza zastosowana
w praktyce.
JG: Małgosiu, mówiłyśmy już trochę — ze względu na profil Twojej
firmy — o czynnikach decydujących o sukcesie.
Ale gdybyś miała wybrać spośród nich ten najważniejszy? Słowo klucz, które otwiera drogę do realizacji własnych marzeń?
MD: Według mnie klucz do sukcesu, do realizacji własnych marzeń to mieszanka:
— świadomości siebie samej;
— odnalezienia w sobie prawdziwej pasji;
— uporu i wytrwałości;
— dystansu do siebie i tego, co robimy;
— kreatywności;
— obecności dobrych mentorów;
— omijania toksycznych ludzi (szukających powodów, nie sposobów);
— autoironii
— podlana dużym poczuciem humoru i optymizmem, czego każdej
kobiecie biznesu — i nie tylko — życzę.
JG: Nic dodać, nic ująć
Tobie, Małgosiu, życzę niezliczonej ilości
klientek, które dzięki Tobie odniosą sukces, budując tym samym
podwaliny Twojego sukcesu
Dziękuję Ci za rozmowę.




Komentarze Facebook'a:
Komentarze