Właśnie skończyłam czytać kolejną książkę Pani Iwony Majewskiej – Opiełki.
Pierwsze 20-30 stron nie zachęcało mnie do dalszej lektury. Na szczęście wytrwałam – i sama sobie jestem wdzięczna. Zastanawiałam się nawet, czy to jest celowe sito przesiewające czytelników.
Kiedyś i ja myślałam, że jeżeli chcę odnieść sukcesy powinnam być taką”kobiecą wersją mężczyzny”. Wiesz – spodnie na sobie, najlepiej do nich krawat (który też, bywało, że nosiłam),agresja i rywalizowanie z Panami.
O takiej właśnie kobiecości, rozumianej nie jak “mężczyzna w spódnicy” wspomniała też ostatnio w wywiadzie Manuela Gretkowska
Wprost przyznała: “Głupia byłam. (…) Rozumiałam go w ten sposób, że muszę udowodnić swoją przewagę nad mężczyznami (feminizm – przyp.mój)
Na szczęście na mojej drodze stanęły dotychczas takie lektury jak “Sztuka wojny dla kobiet” Chin-Ning-Chu, “Sila kobiecości” Milalzzo i w końcu (bo dobrze, że już jest) polski odpowiednik.
“Siła kobiecości” Pani Iwony.








